inicio mail me! sindicaci;ón

Jesień Jasieńka

Zbliża się kolejna jesień, całkiem jednak inna niż te wcześniejsze, zupełnie nowa, świeża, pełna poznawania. Dziś mija 46 cudownych dni mojego życia w całkiem nowej roli. Wszystko nabrało zupełnie innego kontekstu, wymiaru, przewartościowało się całe moje życie, to co kiedyś było istotne teraz stało się zupełnie błahe, a to co wydawało się tak mało potrzebne i ważne jest teraz sensem życia. Strach się przyznawać, ale szczęście wylewa mi się uszami, zostaje w śladach na piasku, w spojrzeniach na drzewa. Tworze swoją rzeczywistość, która jest tak piękna jak sen… jak sen w ramionach moich bliskich.

Boję się tylko, żeby nie obudzić się zbyt szybko.

jesień 2015r.

Heloł tej Nowy Roku !

No i zaczął się nowy… Zaczął się już jakiś czas temu, i potem znowu ponownie zaczął się nowy… tak to cały czas życie zaskakuje, przynosi zmiany, zmienia coś starego na nowe, coś znanego na coś do poznania. Niekiedy trudno pogodzić się, z tymi zmianami, innym razem są dla ciała lub duszy jak długo wyczekiwany deszcz dla spękanej słońcem ziemi.

Nie dajcie się smutkom, i chwilom zwątpienia, rozejrzyjcie się w koło, wyjdźcie do ludzi i pozwólcie im przyjść do Was. Tako rzecze na ten rok ja Daszkowiec :)

zima 2014/2015r.

zima 2014/2015r.

zima 2014/2015r.

czytaj dalej »

po północy- bajka dla niebyłych

Bywa taka szarość ,w odcieniu mierzonym w kilogramach lub tonach. Szarość, która wgniata cię w ziemię, powoduje, że powietrze staje się ciężkie, ołowiane… usta sinieją, ręce zaczynają drżeć… nie możesz oddychać i nie możesz przestać. Jesteś jak szary worek, jak cień, jak czegoś połowa albo mniej.  Zapadasz się w sobie, choć zapadanie to jest bardziej  lotem w otchłań, w pustkę. Wirujesz więc, bez celu, w esensji szarej palety…  spadasz….

czytaj dalej »

Misja przeszłość, czas coś zamknąć

Dziś o misji jaką przyszło mi ostatnio ( patrz chyba ze 2 lata) wykonywać. Historia jest dość długa, bo sięga lat mego dzieciństwa, można ten fragment przeskoczyć i udać się wzrokiem nieco niżej, gdzie widać efekt końcowy. Wszystko zaczęło  się w czasach bardzo zamierzchłych, a mianowicie kiedy dziecięciem byłam. Chyba od zawsze zajmowałam się nieco innymi rzeczami niż moi rówieśnicy , i  tak już jako 5 letnia dziewczynka wymyśliłam sobie, że nauczę się szydełkować i haftować. Los chciał, że w mojej klatce ( w sensie schodowej) mieszkała wtedy niejaka pani Władzia, kobieta niezmiernie utalentowana jeśli chodzi o rękodzieło tradycyjne, babeczka tworzyła cudne serwety, poduszki, swetry i inne cuda wianki, ale była też… hmmm no nie bójmy się tego powiedzieć lekko walnięta. Myślę, że obie te cechy mianowicie talent- pasja i to jej walnięcie sprawiły, że szybko znalazłyśmy wspólny język i można powiedzieć zaprzyjaźniłyśmy się na lata. Oczywiście przesiadując u pani Władzi godzinami, szybko nauczyłam się haftu i połknęłam bakcyla szydełkowania, zdarzało mi się też wymykać do Niej na filmy, których w domu nie pozwalano mi oglądać ( bynajmniej  nie porno :P), jeździłyśmy też na wycieczki np. na jagody, chodziłyśmy do opory i teatru. Spędzając z panią Władzią wiele czasu szybko poznałam też jej „wrogów”, a mianowicie złych niekoniecznie zidentyfikowanych, którzy całe życie gdziekolwiek mieszkała wdmuchiwali jej przez kontakty i wszelkie szczeliny cały smród tego świata! Bezczeszcząc tym samym w sposób permanentny jej święty spokój i szczerze uprzykrzając życie.Pani W.  namiętnie więc przeklinała najbliższych sąsiadów z jej piętra, i zakrywała wszelkie otwory, szpary pod oknami i pod drzwiami różnymi kocami i ściereczkami, co faktycznie powodowało lekkie skiśnięcie atmosfery w jej gniazdku. No i tak to sobie żyłyśmy dość długo w tych historiach i smrodach i wieczorach z dziergatkami.  Niestety stan zdrowia pani Władzi dość szybko się pogorszył, jako cukrzyk praktycznie oślepła i ogłuchła, pod koniec życia zamieszkała w domu opieki, gdzie ostatnimi czasy zaczęła robić serwetę haftem richelieu, z myślę o wydaniu jej do kościoła. Było to nie lada przedsięwzięcie dla Niej z tak wielkim deficytem wzroku. Niestety serwety tej nigdy już nie dokończyła… Ostatnie jej dzieło trafiło jakiś czas temu w moje ręce z prośbą o dokończenie. Było to dla mnie nie małe wyzwanie przez sentyment i także dlatego, że nigdy wcześniej nie haftowałam tą techniką. Po długich miesiącach, odkładaniu i wracaniu do tej pracy nareszcie udało mi się połączyć część rozpoczętą przez panią Władysławę z moją skromną próbą dopasowania się do jej perfekcyjnego prowadzenia nitki. Miło jest zakończyć tak mozolną pracę, i mieć w głowie te wszystkie wspomnienia. Tylko czemu oddać do kościoła…???

serweta haft 2013

serweta haft 2013

Pani łyżeczka ze smakiem

Dziś będę się chwalić, smakołykami jakie ostatnio dostałam. Na samą myśl paszcza mi się uśmiecha. Jeden smakołyk, to takie limonki w jakiejś zalewie słodkiej ( i spirytusowej? ), są cudowne do herbaty, a drugi to konfitura z pigw- poemat po prostu. Z tego rozkoszowania wypiłam dziś 3 nadprogramowe herbaty i ciągle mi mało. Jak mawiał mój jeden ex, gdy miał się czymś podzielić – ,mało mam, :) No, nie mogę w tym wszystkim pominąć także mojej pocieszycielko- rozgrzewaczki Borysówki i jej koleżanki Borysówki 1 :D Rozpieszczają mnie ci mężczyźni :) Dzięki!

limonki 2013r

limonki 2013r

konfitura z pigwy 20013r.

konfitura z pigwy 20013r.

A łyżeczkę z ostatniego zdjęcia mam od szkoły podstawowej. Byłam wtedy ( w czasach podstawówki) w szpitalu, dość długo, i leżałam na sali z taką dziewczynką. Jakoś tak się skumplowałyśmy, że potem wychodząc ze szpitala chciałyśmy dać sobie coś na pamiątkę, a że nie bardzo miałyśmy co, to wymieniłyśmy się swoimi łyżeczkami :) Tak jakoś mi się przypomniało, gdy przyjrzałam się tej łyżeczce na zdjęciu, używam jej codziennie i nawet czasem myślę o tej dziewczynce sprzed lat, i o tej drugiej też…

nic nie warte niczego…

” Nocny spacer po puszystej pierzynie do twojego ciepła”. Los ciągle zatacza koła, dziwi mnie to za każdym razem, gdy tak się dzieje… Nocny tramwaj, przypadek,parasol, ręce, deszcz, pocałunek, osiem lat…nocny tramwaj, przypadek, noc, obcy sobie ludzie,trzy miesiące, nic nie warte niczego…nawet wspomnień… pies

czytaj dalej »

Czerwcowo

‚ W życiu pewne są tylko zmiany’

Przez ostatni miesiąc żyłam bardziej intensywnie, niż przez ostatnie pięć lat. Wiele zdarzeń, rozmów, ludzi, obrazów i myśli, to trochę jak ponowne odnalezienie zagrzebanej gdzieś siebie, zadziwienie: ja to wiem, ja to lubię, znam to? Krótki przegląd pamiątkowy: spacerowanie, podróże nocą, dasz sobie radę, sushi i wasabi, nigdy nie poznasz do końca drugiego człowieka, wino porzeczkowe, ‚Matka Joanna od aniołów’, ‚pani ma takie smutne oczy’, bździągwa, ‚jesteś piękna jak wejście gitary w stairway to heaven’, serce renifera i malibu, ‚Jak być kochaną’ i Raczek, Serafina Louis i Rousseau,” wstyd mi, bo to mój kolega’,lubię radlerki oraz miodowe, hipsterzy, miecz świętego Piotra, płyty fischerowskie i 13 kg złota, ‚ od złych ludzi lepiej trzymać się z daleka,, liścianie czyli ‚ Tajemnica zielonego królestwa, oraz Tedy, ‚zajmij się w końcu sobą’,Imagine, zakrystia po 23 i trzeszczenie starych schodów, zapach pracowni, Slano, ” tacy ludzie są skazani na samotność z własnego wyboru’, ‚zupełnie nie warto, ” z tobą jest lepiej niż z mamą,, ,kocham panią’, karma- w życiu wszystko wraca, brzydzisz mi się jako człowiek, K. Weill, A.Czechow, ‚ Poniedziałkowe dzieci’, zapach lipy i bzu czarnego- żeby tak mieć taki perfum,… a Warta wylała, tak na prawdę i tak metaforycznie…

graffiti 2013r.

Uzależnienia

Postanowiłam, założyć tą kategorię- uzależnienia, ponieważ jest to miejsce, w którym opisuję swoje życie, i różne rzeczy którymi się zajmuję i które mnie interesują. Problem uzależnień, zajmował mnie od zawsze, jest poniekąd wpisany w moje życie.  Od najmłodszych lat spotykałam ludzi uzależnionych głównie od alkoholu, myślę, że zebrawszy wszystkie moje „obrazy” sama mogłabym napisać jakąś książkę. Na początku czułam tylko strach, potem obrzydzenie,  niechęć, która z czasem zamieniła się  w ciekawość, aż w końcu wykluła  się w chęć głębszego zrozumienia. Podobnie jest z ludźmi w jakiś sposób bliskimi mi, w moim życiu właśnie takie uczucia wzbudzali we mnie, choć przyznam , że najtrudniejszym i najbardziej bolesnym była pewna miłość do człowieka uzależnionego od alkoholu ( może kiedyś o tym napiszę, jak znajdę odpowiednie słowa). Czasem mam wrażenie, że problem np. nadmiernego picia jest tak powszechny, że przestało się go zauważać, że jest na to pewna społeczna zgoda a potem, gdy człowiek stacza się na samo dno, również wspólne społeczne potępienie. Sama kwestia popadania w uzależnienia, od skłonności drzemiącej w genach, poprzez stres, chęć przynależności,itd. na samotności kończąc jest bardzo interesującym zagadnieniem. Na studiach przeczytałam wiele naukowych książek dotyczących tej tematyki, robiłam badania na temat DDA, rozmawiałam z osobami uzależnionymi, i z wieloma osobami cierpiącymi w różnoraki sposób z powodu uzależniania swoich bliskich. Tematyka jest bardzo obszerna, rozległa, jest jak lustro rozbite od jednego pocisku na wiele małych kawałków. Dlaczego lustro? Bo wydaje mi się, że mógłby przejrzeć się w nim prawie każdy. Chciałabym w tym właśnie miejscu zebrać różne ‚dzieła’ traktujące lub nawiązujące do problemu uzależnień. Moja ocena przytaczanych filmów, lub książek jest subiektywna, i nie trzeba się z nią w żaden sposób zgadzać.