inicio mail me! sindicaci;ón

Moje teraz

Czas teraźniejszy jest naszym wyznacznikiem szczęścia, najlepiej i najdosadniej można je poczuć i określić tylko teraz, w chwili która trwa, bo przecież niczego poza tym tak na prawdę nie ma ( przeszłości już, przyszłości jeszcze). Poczuć szczęście wraz ze słonecznym ciepłem na twarzy, ze smakiem kawy na ustach, z uśmiechem dziecka, ze spokojem płynącym między drzewami, to moje wielkie szczęście na dziś :)

szczęście wiosenne

http://daszka.dicant.net/wp-content/uploads/2016/04/Artur-Rojek-Cisza-i-wiatr.mp3

Coś optymistycznego

Witajcie drodzy oglądaczo- odwiedzacze. Ostatnio jakoś nie miałam weny na dodawanie nowych postów, może trochę dopadł mnie stan z piosenki Kazika, że ‚ artysta syty nie ma nic do powiedzenia…’ Faktycznie nasycam się ostatnio życiem do granic możliwości, w końcu czuję, że oddycham i mogę się na prawdę cieszyć i uśmiechać… Cudowny stan narkotyczny wręcz, który jednak odsuwa na dalszy plan wszelkie nieważne i stratoczasowe sprawy jak np. siedzenie przy komputerze. Niemniej oznajmiam zaniepokojonym ( a tacy się odzywali już- to bardzo miłe), że żyję i mam się wspaniale, a także nadal wcielam w życie moją radosną twórczość. Myślę, że niebawem przyjdzie czas, aby obfotografować wszystko i wtedy podzielę się tym wszystkim z Wami.

Tymczasem życzę spokojnych Świąt i cudownej wiosny w sercach!

Nad Notecią 2014r.

po północy- bajka dla niebyłych

Bywa taka szarość ,w odcieniu mierzonym w kilogramach lub tonach. Szarość, która wgniata cię w ziemię, powoduje, że powietrze staje się ciężkie, ołowiane… usta sinieją, ręce zaczynają drżeć… nie możesz oddychać i nie możesz przestać. Jesteś jak szary worek, jak cień, jak czegoś połowa albo mniej.  Zapadasz się w sobie, choć zapadanie to jest bardziej  lotem w otchłań, w pustkę. Wirujesz więc, bez celu, w esensji szarej palety…  spadasz….

czytaj dalej »

Wróbel, który latał w listopadzie, potem robił orła w śniegu, czasem udawał papugę i odleciał…

„Skąd tu wiedzieć, jak mogło było zakończyć się coś,co nie miało początku, co ukazało się od środka, i znikło bez określonego kształtu, rozpływając się na skraju innej mgły?”

J. Cortazar ” Ostatnia runda”

wróble akwarela 2013r.

Akwarela- mój wróbelku mówiła…

czytaj dalej »

Ja to mam szczęście…

lawenda, lipiec 2013r.

Nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje.

„Samotny mężczyzna” (A Single Man) Tom Ford- piękne zdjęcia

” Jutro będzie niebo” Jarosław Marszewski

Lawenda z dedykacją dla menagerki zajebistego wiadra ;)

…bez smyczy, bez kagańca hula wśród niebieskich traw…

kwiaty lipiec 2013r.

fot. wykonana telefonem, jest zupełnie ‚surowe’

Zdarzenie nr.1 Przemierzam sobie wczoraj rączym kłusem na moim rumaku, ulice miasta ( czyli wracam rowerem do domu), i widzę, że jakaś kobita uśmiecha się do mnie i w końcu mnie zatrzymuje. Myślę sobie , pewnie chce zapytać o drogę, lub jakąś ulicę. Zatrzymuję się więc, schodzę na pobocze z moim rumakiem, a kobita rzecze:
– może zabrzmi to nietypowo, ale chciałam pani powiedzieć, że Bóg panią kocha.
Uśmiechnęła się i życząc miłego dnia poszła.
Zbita nieco z pantałyku, wsiadłam na rumaka z myślą-Bóg kochana to nawet nie zauważył, że się urodziłam, niemniej z nie najgorszym humorem, udałam się do mej zamkowej wieży.
Zdarzenie nr. 2 Po kulinarnych frywolnościach i ogarnięciu kuchni, oraz po wyrzuceniu wszystkiego z szafy z myślą znaną nie od dziś ‚ nie mam co na siebie włożyć’, przyodziałam się w końcu w moją ‚ niewidzialną’ beżową spódnicę i nie mniej niewidzialną bluzkę. Myślę sobie, piątek wieczór, fiki miki w mieście, to tak się idealnie wtopię w tłum. Już zbierałam się do wyjścia, w tychże szatach, gdy potraciłam miskę z bitą śmietą, która pięknym picassowym bryzgiem ozdobiła moją kuchnię jak i spódnicę. ‚ O nie! Nie będę się wkurzać na rzeczy martwe,ani psuć sobie nastroju! Pobiegłam zaprać spódnicę,i wywiesiłam ją na balkon na słońce, a w międzyczasie opalając się podjadałam, porzeczki. Jedna czy dwie z kuleczek spadły mi na podłogę i nieopatrznie je rozdeptałam. Kiedy spódnica wyschła, postanowiła mi się omsknąć i spaść na te porzeczkowe mazaje. I co tu robić? Ho ho, czas na afrykańskie obciślaki i bluzkę- frak, a co ! W końcu czas zacząć być sobą, nie bać się i cieszyć latem. Przyodziałam zatem mój strój plus okulary kocicy i ruszyłam w miacho. Cóż się okazało, całość czyli strój, nastawienie, i uśmiechalność, zadziałały jak magiczny eliksir, ludzie się odśmiechali, zaczepiali, zagadywali.
” Widzisz, Bóg cie kocha”- nie ukrywaj się i ciesz się życiem :)

czytaj dalej »

Mam kota na gorącym dachu mojej głowy…

zdjęcie(16)

Szatynka w kuchni: przepis na azbestowe, rączki.
Pierwej trzeba ( nie po raz pierwszy zresztą, najlepiej stosować tą technikę dość regularnie) zrobić sobie bąbla, ewentualnie solidnie się zaciąć- wedle preferencji, opisana brunetka zastosowała obie techniki) w palec wskazujący ręki przewodniczki – w tym wypadku prawej, w grę wchodzą też pozostałe palce. Następnie, zapomnieć o tychże ranach, i posolić zupę- ewentualnie inne danie, tu należy siarczyście przekląć. A po chwili zapomnieć znowu i dokwasić np. botwinkę cytryną, rzecz jasna wyduszając ją uszkodzoną wcześniej kończyną, jakby komu mało było można, też doprawić papryką- ostrą rzecz jasna, lub złapać np. gorącą blachę z muffinkami. Po takich zabiegach gumowe łapki w kuchni to obciach i gadżet dla mięczaków. A Ninja nie może być MIĘTKA! Wyżej opisana technika niestety została wielokrotnie przetestowana, i nie jest polecana dla ludzi lubiących np. głaskać koty, łapać dmuchawce itp i przy okazji coś w dotyku czuć.
Kontynuując wątek kuchenno- kulinarny beżowe, długie spódnice nie są kompatybilne z kuchnią, ubijaniem śmietany, ani wszędobylskimi porzeczkami czerwonymi… oj nie…

A muffinki dziś spreparowałam drożdżowe z czerwonymi porzeczkami, nieskromnie powiem, że smakują wyśmienicie jeszcze ciepluchne z bitą śmietą :)

muffinki 2013r.

Cytat na dziś : „Skoro pijemy za błędy to twoje zdrowie skarbie”

Jeszcze mam komunikat zaginął mi kolczyk kulka zielona- filcowy, oraz szara skarpetka- ktokolwiek widział, ktokolwiek wie uprasza się o kontakt ;)

A dziś wieczór w koszulce ,fraku’ i afrykańskich obciślakach -kocham lato!

Maria Peszek – Mam Kota

czytaj dalej »

„…idzie snów wymazywanie”

Maria Peszek – Czarny worek

jedzonko lipiec 2013r.

Lipcowe pyszności tym razem wegańskie, z grochu zdaje się, i przepyszny „majonez” z kalafiora trącący znakomicie chrzanem. Do tego cukinie i ziemniaczki pieczone, palce lizać! A obok koktajl reanimacyjny na zespół dnia następnego. Piękne są truskawki :)

czytaj dalej »

Lato kipi jak mleko z garnka

Lato kipi jak mleko z garnka. Wakacje, wolność administracja osiedla stwierdziła, że w tej sytuacji myć się nie potrzeba i wyłączyła ciepłą wodę na dni 12- będą zatem randki na skunksa :P W moich marzeniach zamieszkał ktoś inny, ustawił w oknach kwiaty i nie mój cień snuje się wieczorami po ścianach szczęśliwości. Wyrzucone z domu koty chodzą otumanione słońcem, upojone szumem traw, starają się nie myśleć o zimie, i modlą się, oby już nigdy nie zagościła w ich życiu.  Sny o tęsknocie, osiadają pod powiekami na długie dni… nie mam siły ich odkurzać…

Merka ma

Maria Peszek – Nie mam czasu na seks(1)