Leśny „wazonik”
Taki wazonik zrobiłam na szybciocha, z patyczków i jest :)
Mała rzecz a cieszy. Miłego dnia życzę :)
Taki wazonik zrobiłam na szybciocha, z patyczków i jest :)
Mała rzecz a cieszy. Miłego dnia życzę :)
Poznań okiem spacerowicza.
A to jedno z moich ulubionych zdjęć, jacyś tacy finezyjni ci panowie byli :)
Takie tam różne różności :) Moje zauroczenie kolorami i fakturami, a czasem czymś jeszcze…
fot. wykonana telefonem, jest zupełnie 'surowe’
Zdarzenie nr.1 Przemierzam sobie wczoraj rączym kłusem na moim rumaku, ulice miasta ( czyli wracam rowerem do domu), i widzę, że jakaś kobita uśmiecha się do mnie i w końcu mnie zatrzymuje. Myślę sobie , pewnie chce zapytać o drogę, lub jakąś ulicę. Zatrzymuję się więc, schodzę na pobocze z moim rumakiem, a kobita rzecze:
– może zabrzmi to nietypowo, ale chciałam pani powiedzieć, że Bóg panią kocha.
Uśmiechnęła się i życząc miłego dnia poszła.
Zbita nieco z pantałyku, wsiadłam na rumaka z myślą-Bóg kochana to nawet nie zauważył, że się urodziłam, niemniej z nie najgorszym humorem, udałam się do mej zamkowej wieży.
Zdarzenie nr. 2 Po kulinarnych frywolnościach i ogarnięciu kuchni, oraz po wyrzuceniu wszystkiego z szafy z myślą znaną nie od dziś ’ nie mam co na siebie włożyć’, przyodziałam się w końcu w moją ’ niewidzialną’ beżową spódnicę i nie mniej niewidzialną bluzkę. Myślę sobie, piątek wieczór, fiki miki w mieście, to tak się idealnie wtopię w tłum. Już zbierałam się do wyjścia, w tychże szatach, gdy potraciłam miskę z bitą śmietą, która pięknym picassowym bryzgiem ozdobiła moją kuchnię jak i spódnicę. ’ O nie! Nie będę się wkurzać na rzeczy martwe,ani psuć sobie nastroju! Pobiegłam zaprać spódnicę,i wywiesiłam ją na balkon na słońce, a w międzyczasie opalając się podjadałam, porzeczki. Jedna czy dwie z kuleczek spadły mi na podłogę i nieopatrznie je rozdeptałam. Kiedy spódnica wyschła, postanowiła mi się omsknąć i spaść na te porzeczkowe mazaje. I co tu robić? Ho ho, czas na afrykańskie obciślaki i bluzkę- frak, a co ! W końcu czas zacząć być sobą, nie bać się i cieszyć latem. Przyodziałam zatem mój strój plus okulary kocicy i ruszyłam w miacho. Cóż się okazało, całość czyli strój, nastawienie, i uśmiechalność, zadziałały jak magiczny eliksir, ludzie się odśmiechali, zaczepiali, zagadywali.
” Widzisz, Bóg cie kocha”- nie ukrywaj się i ciesz się życiem :)
Otrzymałam wyróżnienie od Magdy z bloga Przestrzeń szycia.
Bardzo mnie to zaskoczyło i jest mi niezmiernie miło. Znam autorkę bloga od wielu lat, czasem mam wrażenie, że tak dawno jakby z jakiegoś innego życia, ostatnio nasze relacje niestety opierają się głównie na wspomnieniach, ale wierze, że przyjdzie czas, gdy to się zmieni, bo czuję, że nigdy nie przestała być mi kimś wyjątkowo bliskim. Swoją drogą to ciekawe, że są ludzie których można nie widzieć latami, a potem spotykając ich znowu czuć, że nic się nie zmieniło, jakaś magiczna więź, jest ta sama a czasem nawet bliższa pomimo zmian jakie niesie z sobą życie. Bliskość chyba głównie pielęgnuje się w swoich własnych myślach, ja mam całe grono cudownych osób, o których myślę często, zastanawiam się co by powiedzieli, co robią, przywołuje w głowie ich miny, słowa… Brakuje oczywiście kontaktu takiego bezpośredniego, ale staram się choć czasem dać znać o sobie i o moim mentalnym kontakcie jakimś słowem, mailem, sms-em. Myślę, też, że muszę się bardziej postarać, aby znajdywać więcej czasu na realizację spotkań rzeczywistych, a nie tylko w snach i w internecie.
A wracając do tematu wyróżnienie, zabawa polega na odpowiedzeniu na kilka pytań uszykowanych przez ofiarodawcę oto one:
Rysunek niestety nie wiem czyj, dostałam go w prezencie. Mam już całą teczkę takich podarunków.
K.(lat6) idzie parę kroków przed N.(lat 6) Chłopcy o coś się pokłócili.
K. stwierdza nagle (nie odwracając się) z oburzeniem:
– N. słyszałem, pokazałeś mi właśnie język!
„Muszli z mórz i kamyków z gór
Ptasich piór i kolekcji ciał
Panów i pań, matki, ojca, sióstr
Nawet mnie
Gdybyś chciał…
Kamieniczki i uliczki z latarenką nie zabierzesz TAM
I stoliczka, talerzyka z kurzą nóżką nie zabierzesz też
Zaczynu na chleb, fotografii i płyt
Zgrabnych zdań i szuflady tajemnic
Trudnych tras, skóry zdartej z ud
Nawet mnie
Gdybyś chciał…
Bibelotów, pukla włosów dziecięcego nie zabierzesz TAM
Skoroszytów i pudełka lakowego nie zabierzesz też…”
Pierwsza próba wykonania pudełka. ok. 7,5 cm, na 7,5 cm, wysokość ok 3 cm. Jest bardzo niedoskonałe, ale i tak miło je było robić i jest radocha :)
Aniołków nigdy dość, jak jest Ci smutno i źle to zrób sobie aniołka ;) Aniołki to nie zawsze muszą być słodkie cherubinki w kędziorkach- do takich wniosków doszłam już czas jakiś temu ( tworząc aniołki płci męskiej ;)) i tak powstał między innymi aniołek dziadunio prezentowany dziś.
Chciałam Wam dziś zaprezentować mojego ukochanego Mikołaja, którego zrobiłam wspólnie z Terrorem (http://twisteddesigns.dicant.net/ ). Terror miał oczywiście znacznie większy wkład w powstanie Mikołajka, bo swymi zgrabnymi rękoma ulepił go z gliny w tak fantastyczny sposób. Ja dodałam jedynie trochę kolorów jego życiu i oto jest i cieszy mnie to bardzo :)
Znowu mnie wzięło na aniołkowe zawieszki. Tym razem więcej jest chłopaków :) A co, niech tam sobie też po anielą trochę. Pierwszy prezentuje się marynarski , ze stateczkiem na ubranku i kompasem w łapce, coby mu drogę dobrze wskazał.