Papuga
Potrzebowałam ostatnio, do mojego pirackiego przebrania na balik jakąś papugę.Na ramieniu byłaby nieco niewygodna podczas tańców i swawoli, pewnie by przeszkadzała, tak więc zrobiłam sobie z filcu papugę- broszkę. A oto ona :)
Potrzebowałam ostatnio, do mojego pirackiego przebrania na balik jakąś papugę.Na ramieniu byłaby nieco niewygodna podczas tańców i swawoli, pewnie by przeszkadzała, tak więc zrobiłam sobie z filcu papugę- broszkę. A oto ona :)

rys. W.(lat 6)
Z. (lat.6) podchodzi do mnie z zabazgraną kartką i pyta:
– Co narysowałam?
ja, skonsternowana, przyglądam się pracy rodem ze szkoły Picassa i po namyśle odpowiadam niepewnie:
– Kółko…?
Z. zezuje na mnie pogardliwie i odpowiada;
-Nie! To jest pech!
A to mój wpis na 5! Czyli wpis numer 555 :) I znowu broszka, tym razem fioletowo wrzosowa rozetka, wielkość ok 8,5 cm, wykonana z filcu+ koralik fioletowo czarny. Uwielbiam filce są takie miłe, kolorowe i tak cudnie inspirujące :)
Pozdrawiam zimowo:)
Dziś broszka w jednym z moich ulubionych zestawów kolorystycznych czyli turkus z brązem :) (wielkość ok. 9 cm, wykonana z filcu)
Kolejna porcja starych pocztówek, tym razem bohaterami są konie.
(z Wikipedia)
– Koń – jaki jest, każdy widzi – to adnotacja dotycząca konia w późnobarokowej encyklopedii Nowe Ateny pióra Benedykta Chmielowskiego. Dziś pełni ona rodzaj popularnego powiedzonka, którym kwituje się różnego rodzaju oczywistości.
– Koń – podać jego odgłos – to cytat ze słynnej komedii Rejs w reż. Marka Piwowskiego. Odpowiedź Pa-ta-taj jest oczywiście błędna, bo chodziło o odgłos paszczą.
– Koń go zjadł – staropolskie przysłowie; według jednej z interpretacji chodzi w nim o horrendalnie wysokie koszty utrzymania konia pod wierzch.

Ostatnia jak na razie kartka z tej serii, wykonana podobnie jak dwie poprzednie, coś namalowane, guziki, kwiatki, itp. ciekawy jest papier- trawa, który kiedyś przypadkiem kupiłam w sklepie plastycznym.
Pozdrawiam i życzę dużo ciepła z okazji nadejścia zimy :)
fot.Dies
Przepis podobny jak w poprzedniej kartce; kartonik zielony tym razem, kawałek gazy, trochę kawy do malowania, kwiatki akwarelkowe, skrawek starej książki, igła i nitka, trochę takiej trawki sztucznej.

Przepis:
Inspirujące tekturki, trochę kawy, igła nitka, kwiatek namalowany akwarelkami i już :)
Zeskanowałam ostatnio trochę starych pocztówek, na początek koty :)
fot. Dies
Kartkę lekko quillingową wydłubałam sobie ostatnio, do tego stokrotki wycięte z papieru, parę koralików, no i wstążka- jedna z moich ulubionych.:)
Szalik szary z taką srebrną nutą zrobiłam sobie na szydełku. Długi ok 230 cm, szeroki na ok 30 cm, wykonany z milutkiego akrylu takiego lekko kudłatego.
Podczas dzisiejszego rytuału popijania kawy, naszły mnie wspomnienia moich wakacyjnych kaw minionych, tych przyjemnych chwil wlewania w siebie owej mulistej cieczy i całej rodochy z tego płynącej.
To oczywiście tylko kropla w morzu wypitych kaw ;)
Od lewej kawa popijana w Starym Sączu w takiej kawiarnio- restauracji przy prześlicznym rynku, sernik był tam po prostu BOSKI.To zdjęcie z kwiatkami to jedna z codziennych kaw, popijana w kolejnej mojej ukochanej miejscowości jaką stało się Krościenko, do niej zwykle zajadałam ciastko z kremem lub bitą śmietą. Po prawej do góry kawka podróżna, wypita w Wadowicach, tam oczywiście nie obyło się bez kremówki, był też sernik wyjątkowo dziwny, bo z jakiegoś innego sera. Niżej już nie kawa tylko herbata z cytryną pita w jednym ze schronisk górskich- to też rytuał mój-trzeba w schronisku wypić herbatę z cytryną :). Po środku na dole kawka wypita w karczmie w Czerwonym klasztorze na Słowacji, gdzie pojechałam na rowerze cudowną trasą ze Szczawnicy. Na końcu inny trunek wypity na ławce przed kościołem w również mojej ukochanej Zawoji- były wtedy wznoszone toasty na cześć wakacji podczas pierwszego wieczoru wakacyjnej podróży…eh nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu, i tych kaw smakujących jak nigdy.
Nie wiem czy wiecie, ale wśród bardzo młodej młodzieży- patrz 5-6 latki, niezwykle modne są ostatnimi czasy tzw gormiti ( pośród chłopców oczywiście, dziewczynki wolą hello kitty, kucyki jakieś tam no i nieśmiertelne barbi). Ja na początku nie bardzo rozumiejąc sepleniący język maluchów, w ogóle nie mogłam zrozumieć w czym rzecz, tłumaczyłam sobie, że to może coś do spania opacznie interpretując nazwę jako dormity. Koniec końców, dnia pewnego jeden zniechęcony już wyjaśnianiem mi co to takiego te gormiti ( objaśnianie, mocy, zdolności i czegoś tam przy znaczniej wadzie wymowy, na prawdę utrudnia porozumiewanie się), po prostu mi je pokazał. Ogromne było jego zdziwienie, że nie padłam z zachwytu, choć dyplomatycznie przyznałam, że jest to interesujące, czego chyba z kolei mój rozmówca do końca nie zrozumiał- a między nami paskudstwo to jakich mało. Tak czy siak, zaskarbiłam sobie sympatię moich 'łobuzów’, przynosząc im kiedyś w nagrodę kolorowanki z tymi stworami, i muszę przyznać, że były to jedne z najstaranniejszych kolorowane jakie dotąd wykonali. Niektórzy są tak wielkimi fanami gormitów, że rysują je w każdej wolnej chwili, ba kiedyś mieli stworzyć bajki, pech chciał, że „łobuzy”, były w grupie z fankami Hello Kitty, powstała bajka” jak różowe kucyki ( jakieś tam- nazwy nie pamiętam) spotkały gormiti”, w sumie była to jedna z ciekawszych bajek ;). Można by tu jeszcze długo pisać o fascynacjach współczesnych 6 latków, ale pewnie niewielu z Was chciałoby się to czytać.
Poniżej rysunek sepleniącego I. który rysuje tylko Gormiti (seplenienie ma znaczenie w rozczytywaniu napisu po prawej stronie ;)) Nie wiem sama do końca dlaczego, ale bardzo bawi mnie ten rysunek :D